Moja Cisza

wpis w: Blog | 0

Wpadłam w Ciszę. Swoją Pustkę. Tyle razy już tu byłam. Może powinnam myśleć
o niej: MOJA. W końcu jestem tu tylko ja. Cisza otwiera się zresztą tylko, jak zostaję całkiem sama. Chyba nikt nawet by o niej nie wiedział, gdybym o tym nie napisała.

Wpadłam w Ciszę. Tu nie ma łez, nie czuć bólu. Być może nawet lubię to miejsce. Tu jest koniec wszystkiego, kres wytrzymałości. Dno dna. Pustynia uczuć. Tylko stąd mogę się odbić ku górze, wcześniej było wyłącznie spadanie.

Myślę, niektórzy pewnie mają to na co dzień. Żyją w swoich Ciszach i jest im łatwiej, spokojniej, bezpieczniej.

W Mojej Ciszy zawsze jest koniec czegoś, a gdy znów pojawia się ona – NADZIEJA, wtedy wiem, że czas wyjść z kryjówki i znów wziąć się za bary ze światem.

Zginęłaś. Powstań. Walcz.

Wpadłam w Ciszę. Odeszli Ci, których kochałam. Zawsze odchodzą w końcu. Są tylko na chwilę – dłuższą, krótszą ale chwilę. A w tym stanie świadomości, przynajmniej przez chwilę na żadnego z nich nie czekam. Nie myślę. Może nawet wtedy nie kocham… Moja Cisza to stan odurzenia, spokój, rezygnacja, obojętność na wszystko. Gdyby Cisza była narkotykiem, to mogłabym się uzależnić. Umysł się wyłącza. Wypełnia mnie NIC. Choć przez jeden krótki dzień.

CISZO, choć Ty mnie nie zostawiaj. Nie zostawisz…wiem. Wrócisz na pewno.

Zostaw Komentarz

CommentLuv badge